Nie daj się zaskoczyć chorobie, daj sobie szansę na zdrowie. Efektem ubocznym mojej walki z rakiem są przemyślenia, którymi tu chcę się dzielić.
Najlepsze Blogi
RSS
niedziela, 10 stycznia 2010
Olej z wątroby rekina

Olej z wątroby rekina jest polecany najczęściej jako preparat wzmacniający odporność. Ma jednak szersze dobroczynne działanie, w tym antynowotworowe.

Preparat, który znam najdłużej to Ecomer. Widząc jednak reklamy innych preparatów z tej grupy postanowiłem zrobić sobie zestawienie, które pomogłoby mi wybrać najbardziej optymalny. Dzięki temu dowidziałem się, że najbardziej bogaty skład ma BioMarine i ostatnio zacząłem stosować ten preparat.

preparaty z wątroby rekina

Wszystkie te preparaty zawierają olej z wątroby rekina zamknięty w kapsułkach. W przypadku BioMarine jest to głębinowy rekin tasmański, Ecomer grudkowany jest z rekina grenlandzkiego, a producenci Iskial i Rekinol nie precyzują dokładnie o jaki rodzaj rekina chodzi. W tym oleju cennymi substancjami są lipidy:

Alkiloglicerole – działające przeciwnowotworowo.

Skwalen dzięki działaniu przeciwutleniającemu ma również działanie antynowotworowe. Wspomaga też układ odpornościowy.

Kwasy tłuszczowe omega-3 wpływają korzystnie na działanie układu nerwowego i układu krążenia, działają przeciwzapalnie.

Pisząc o działaniu antynowotworowym muszę przypomnieć, że tego rodzaju preparaty mogą być używane wyłącznie zapobiegawczo lub jako wspomaganie leczenia. W żadnym wypadku nie zastępują leczenia.

Notatka na podstawie stron internetowych producentów wyżej wymienionych preparatów.

19:43, z.d.r.o.w.y
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 listopada 2009
Medialna grypa

Dzisiejszy Super Express straszy na pierwszej stronie tytułem „Szczepionka przeciw świńskiej grypie powoduje bezpłodność”. Bardziej dociekliwi czytelnicy znajdą na trzeciej stronie rozwinięcie artykułu. Dowiedzą się, że w jednej z trzech dostępnych na rynku szczepionek przeciw tej grypie jest złowroga substancja squalen, która ponoć u szczurów wywołuje bezpłodność, a więc pewnie też i u ludzi. Autor tej rewelacji jest polskim doktorem, a nawet szefem kliniki leczenia bezpłodności. A więc powinna to być osoba ze wszech miar godna zaufania. Co ze mną nie tak, że pierwszą moją myślą po przeczytaniu artykułu było pytanie, które zadałem sobie w myślach, czy nie jest on jednak idiotą, lub czy nie został opłacony przez którąś z konkurencyjnych firm Nie wyobrażam sobie, aby po tym artykule nasz rząd odważył się wybrać akurat tę szczepionkę, choćby miał i dziesięć przeciwnych ekspertyz od wybitnych profesorów (A właściwie, jeśli popuścić wodze fantazji w kierunku teorii spiskowych, to widząc zapał naszego rządu w kierunku tych zakupów, to równie dobrze rząd mógłby sponsorować taki artykuł).  Szybko przegoniłem te wszystkie brzydkie myśli. Całkiem możliwe, że decydując się na takie wystąpienie, ten konkretny lekarz działał w dobrej wierze. Tylko dlaczego nie napisał też o tym, że squalen (po polsku skwalen) jest substancją występującą w naturze np. w pestkach dyni, oliwie z oliwek i w wątrobie rekina. Preparaty z wątroby rekina zawierające właśnie tę dobroczynną substancję są zalecane dla poprawy odporności i są od dawna dopuszczone do sprzedaży w aptekach – patrz np. opis Biomarine. Do tego warto dodać, że w szczepionkach skwalen używany jest już ponad 10 lat i nie stwierdzona jego negatywnych skutków. Ale po co właściwie czytelnik Super Expressu miałby szczepić się przeciw grypie. Może przecież zamiast tego reklamowane na tej samej stronie płytki magnetyczne, które są wg tej reklamy dobre na wszystko – od cukrzycy po szkodliwe promieniowanie emitowane przez pralkę…

Mój wniosek jest prosty – unikać trzeba nie szczepionki ze skwalenem, ale szmatławców, które dla taniej sensacji gotowe są robić ludziom wodę z mózgu nie biorąc za to żadnej odpowiedzialności.

Jeśli ktoś szuka natomiast rzetelnej informacji na temat grypy, to polecam artykuł we wczorajszej Wyborczej „Grypa ważne pytania”. Można znaleźć tam rzeczowe informacje o składnikach szczepionki, w tym o skwalenie. W artykule jest również mowa o tym, że WHO uznała szczepionki przeciw świńskiej grypie za tak samo bezpieczne, jak te przeciw grypie sezonowej.

19:58, z.d.r.o.w.y
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 listopada 2009
Grypa nam niestraszna

Pani minister Kopacz przekonuje, że nie powinniśmy się obawiać świńskiej grypy, bo jesteśmy dobrze przygotowani (chociaż nie kupiliśmy nawet szczepionek przeciw tej grypie). Według naszego rządu bać powinniśmy się przede wszystkim grypy sezonowej, która póki co ma większy zasięg, oraz częściej groźne powikłania. Rząd zwraca (słusznie) uwagę, że problemem jest niski odsetek Polaków szczepiących się na grypę. Jednocześnie komunikacja na temat szczepionek na grypę świńską jest zdominowana przez sianie wątpliwości co do bezpieczeństwa szczepionek i ewentualnych skutków ubocznych. Wiceminister Fronczak posunął się nawet do głoszenia niesprawdzonych doniesień na temat przypadków śmiertelnych tych szczepień. W ten sposób przez głupotę, lub przez gierki negocjacyjne w sprawie zakupu szczepionek na grypę A / H1N1, nasz rząd pogłębia podstawowy problem, z którym mamy do czynienia w każdym sezonie grypowym: Polacy obawiają się bardziej szczepień, niż grypy i ewentualnych powikłań pogrypowych. Trochę to przypomina sytuację opisaną przez Marię Nałkowską w Nocach i Dniach, kiedy wiejska kobieta biegnie przez wieś i alarmuje "Ludzie, chowajta się! Chowajta! Doktory jadą, będą do szpitala zabierać!" To były jednak czasy, kiedy walka z zarazą polegała głównie na separowaniu chorych. Tymczasem obecne szczepionki przeciwgrypowe są naprawdę bezpieczne i skuteczne. A jednak ciemnogród się szerzy przez miejskie legendy i przez Internet. Nie chce mi się nawet cytować wszystkich teorii, które słyszałem na temat ryzyka jakie niesie ze sobą szczepienie. To byłby zapewne materiał na osobny blog. Skąd się to bierze? Myślę, że z braku rzetelnej informacji, zarówno o działaniu i skuteczności szczepionek, jak również dotyczącej grypy i zagrożenia jakie stanowi. Za dużo medialnego szumu, za mało konkretów opartych na badaniach i statystyce.

Niejasno stawiany jest również temat wprowadzenia szczepionek przeciwko grypie A/H1N1 do wolnej sprzedaży w aptekach. Sam nie mam nic przeciw temu, jeśli uda się zakupić wystarczającą pulę szczepionek. Oczekiwałbym jednak szczerego przedstawienia sprawy, że chodzi tu o odciążenie budżetu. Wszyscy, którzy zaszczepią się na własny koszt, zmniejszą ryzyko zachorowania dla pozostałych i koszty leczenia plus absencji w pracy.

18:30, z.d.r.o.w.y
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 października 2009
Dzień Dobry TVN

Na adres podany na blogu dostałem zaproszenie do udziału w programie Dzień Dobry TVN. Program ma być poświęcony profilaktyce nowotworów u mężczyzn. Bardzo cieszy mnie, że ten temat będzie w TVN poruszony. Ponieważ jednak nie czuję się dobrze w wystąpieniach medialnych chciałem zaproponować inne osoby, które mogą dobrze się sprawdzić w takiej roli. Po nawiązaniu kontaktu okazało się, że redakcja TVN już dotarła do tych osób. Jestem więc spokojny, że zostanie przekazane mniej więcej to co sam chciałbym powiedzieć. Polecam gorąco obejrzenie programu wszystkim zainteresowanym (a powinni być zainteresowani wszyscy mężczyźni). Program na żywo w najbliższy poniedziałek, 12.10.2009 o godz. 10:00.

 

PS. Tu jest link do nagrania programu

19:59, z.d.r.o.w.y
Link Komentarze (1) »
niedziela, 06 września 2009
Znów zdrowy

Pięć lat od wykrycia raka jądra, po przejściu trzech nawrotów choroby znowu cieszę się odzyskanym zdrowiem. Ostatni mój wpis powstał zaraz po operacji. Na tym nie skończyło się leczenie. Aby zmniejszyć ryzyko nawrotu zdecydowałem się przejść jeszcze chemioterapię, która zakończyła się w czerwcu. W tym roku przeszedłem więc czwartą już operację i drugą chemioterapię. W tym miejscu muszę zamieścić uwagę dla osób szukających informacji o raku jądra – a wiem, że bardzo dużo osób szukających informacji na temat tej choroby trafia na mój blog. Ta świadomość coraz bardziej mi ciąży. Nie chciałbym, by lektura blogu wpędzała osoby stykające się rakiem jądra po raz pierwszy w obawy przed nawrotami i długotrwałym leczeniem. Mój przypadek nie jest wzorcowym przykładem przebiegu choroby, a nawroty wcale nie muszą wystąpić. Dlatego zwracam się do wszystkich, których dotknął rak jądra: nie pozwólcie, aby wasze życie zdominowała obawa przed nawrotem. Przeciwnie – wasze życie może stać się lepsze, jeśli będziecie podchodzić do sprawy pozytywnie: dbać o siebie, zdrowo się odżywiać i regularnie badać. Kluczowym tematem są regularne badania. Jak długo trzeba badać się regularnie? Bezterminowo. Wielu pacjentów, których spotkałem w trakcie mojego leczenia, dało się zaskoczyć chorobie. To zawsze utrudnia leczenie i sprawia je bardziej uciążliwym. Nie ma sensu dać się zaskoczyć ponownie – niezależnie czy po roku, po pięciu, dziesięciu czy dwudziestu latach. Niezależnie, czy będzie to rak jądra, czy też inna choroba, która wyłapiemy w zarodku dzięki regularnym badaniom.

20:14, z.d.r.o.w.y
Link Komentarze (8) »
wtorek, 17 marca 2009
Po operacji

Jutro wychodzę ze szpitala - w tydzień po operacji. Operacja przebiegła pomyślnie, bez żadnych komplikacji. A każdy dzień po operacji przynosił radość z postępującej poprawy: samodzielne podniesienie się z łóżka i pierwszy spacer nazajutrz po operacji, drugi dzień sprawniejsze poruszanie się - chociaż wciąż z podłączonymi kroplówkami, trzeci dzień po operacji: mogłem już pić i dałem radę zjeść połowę porcji kleiku, czwarty dzień: opróżniłem do końca klei na każdym posiłku, piąty dzień - dostałem już normalne posiłki. Do tego każdego dnia coraz lepsza sprawność ruchowa, mniej obolałe ciało.

Cieszyła też świadomość, że jestem pod bardzo dobrą opieką. W tym miejscu chcę bardzo podziękować tym wszystkim serdecznym ludziom, którzy zajmowali się mną na oddziale, lekarzom, zespołowi operacyjnemu, pielęgniarkom, zwłaszcza tym które zmieniały mi opatrunki - a wszystkie robiły to delikatnie i bezboleśnie, oraz pozostałemu personelowi medycznemu - za troskliwą opiekę i dobrą atmosferę na oddziale.

W poprzedniej notce pisałem o problemach organizacyjnych i podałem pozytywne wzory aż z Australii. Tymczasem doskonały przykład organizacji znalazłem już tu na samym oddziale. Muszę przyznać, nawet jako osoba bardzo krytyczna w kwestiach organizacyjnych, że Klinika Urologii funkcjonuje jak precyzyjna i dobrze naoliwiona maszyna. Więc można. I miejmy nadzieję, że to co udało się wypracować już w mniejszej skali (zapewne też i na innych oddziałach) uda się z czasem wdrożyć w skali całego Centrum Onkologii.

10:52, z.d.r.o.w.y
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 marca 2009
W kolejce po zdrowie

Właśnie zameldowałem się na oddziale szpitalnym w Centrum Onkologii w Warszawie. Po raz kolejny na tym samym oddziale. Nie było mnie tu ponad dwa lata, ale na pierwszy rzut oka niewiele się zmieniło. Rozpoznaję wszystkie twarze z personelu medycznego. To dobrze. Doświadczenie pracowników i lekarzy to siła tej jednostki. Cieszę się, że mogę leczyć się w miejscu, gdzie pracuje tylu świetnych specjalistów. Dlatego jeszcze raz ze spokojem oddaję się w ich ręce.

Niestety nie wszystko w Centrum Onkologii wygląda tak różowo. Dziś też przypomniałem sobie o ciemnej stronie tego miejsca. Mam na myśli niedowład organizacyjny skutkujący tłokiem na parkingach i kolejkami przed gabinetami. Odwiedzam Centrum Onkologii regularnie od 9 lat. Przez ten czas niewiele się poprawiło. Wprawdzie zmalały kolejki do ważnych, bo często odwiedzanych miejsc - czyli przede wszystkim do rejestracji i punktu pobrań krwi do badania, ale korytarze wciąż są zatłoczone. Pacjenci w różnym stanie fizycznym i psychicznym, często w naprawdę słabej kondycji, wyczekują w wielogodzinnych kolejkach do gabinetu. Zapisywanie pacjentów na konkretne godziny wizyt wciąż przerasta możliwości organizacyjne CO. W rezultacie pacjenci czekają od rana nie wiedząc o której godzinie zostaną przyjęci. Wielokrotnie zaliczyłem takie oczekiwanie do gabinetu 106. Czasem udało się szybciej, kiedy indziej czekałem do czternastej. Takich gabinetów jest tu dużo, a ilość oczekujących codziennie pacjentów wprost przytłaczająca. Zawsze robi to na mnie przykre wrażenie.

Zastanawiam się z czego wynika taki stan rzeczy. Pracujący tu lekarze na pewno dostrzegają ten problem, więc muszą być poważne przeszkody, by wprowadzić usprawnienia. Znając życie, chodzi oczywiście o pieniądze. Zapewne same usprawnienia organizacyjne, bez kosztów na poprawę lub zmianę systemu informatycznego, nie są w stanie usprawnić tak wielkiej machiny, jaką jest Centrum.

Jako specjalista od logistyki mogę na to dać jedną odpowiedź. Trzeba oszacować, jakie poprawa organizacji może dać oszczędności przez wzrost produktywności. Prosty przykład - chociaż już teraz informacje są zapisywane w formacie elektronicznym i dostępne w tej formie dla lekarza, to dla każdego pacjenta musi być przed każdą wizytę odszukana i dostarczona teczka z historią choroby w formie papierowej. Ile to kilometrów i roboczogodzin dziennie?

A teraz przykład mojego dzisiejszego przyjęcia na oddział. Miałem zgłosić się rano - tzn. między 8 a 9. Dotarłem na 9:00, po objechaniu przepełnionego parkingu i zaparkowaniu przy pobliskim Centrum Hematologii. Następnie 2 godziny oczekiwania przed 107, na wizytę kilkusekundową polegającą na podpisaniu zgody na operację. Następnie 2 godziny oczekiwaniu przed pokojem 'ruchu chorych' - by okazać dowód osobisty i dowód ubezpieczenia zdrowotnego (termin ubezpieczenia był już zresztą wcześniej zapisany w rejestracji). Do tego jeszcze godzinka potrzebna na przebranie się, dotarcie na oddział i wyznaczenie pokoju. Podobną drogę oczekiwania przebyło dziś wielu pacjentów.

Mam nadzieję, że problem ten zostanie w końcu rozwiązany. Nawet jeśli nie uda się udowodnić oszczędności finansowych. Można i trzeba oszczędzić tysiącom ludzi bezsensownego kolejkowania, na które nie koniecznie mają czas i zdrowie.

Jak może wyglądać organizacja leczenia można przeczytać choćby w opisie, do którego link jest w komentarzu Kangura pod moją poprzednią notką. Tak jest w Australii. U nas mamy jeszcze dużo do zrobienia.

22:47, z.d.r.o.w.y
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 lutego 2009
Powrót potworniaka
Po ostatnim badaniu kontrolnym, które było w październiku, blisko 2 lata po ostatniej operacji, wszystko zapowiadało się jak najlepiej. Wyniki były dobre, czułem się świetnie. Od tego czasu miałem przejść z cyklu kontroli co 3 miesiące na badania co pół roku. Kolejne zostało więc wyznaczone na kwiecień. W ostatnich miesiącach wprawdzie coraz częściej odczuwałem problemy żołądkowych, ale kładłem to na karby stresu, który wynikał z trudnych i zupełnie niezależnych ode mnie okoliczności, kumulacji problemów w ostatnim czasie. Przed poprzednim weekendem dostałem silnych bólów, które obejmowały całą jamę brzuszną i przypominały bóle pooperacyjne. Po dwóch nieprzespanych nocach bóle ustąpiły, bez leczenia innego niż krople żołądkowe i No-Spa.  Byłem przekonany, że to nerwobóle -również wywołane stresem. Dla świętego spokoju postanowiłem zrobić jednak badanie USG, żeby wykluczyć wariant negatywny - czyli wznowę. Niestety to ten wariant się potwierdził. Szokiem była nie tylko obecność zmiany, ale również jej wielkość: 15x11x5 cm. Wprawdzie wiedziałem już wcześniej, że potworniak łagodny rośnie bardzo szybko, ale nie spodziewałem się, że może osiągnąć takie rozmiary nim zostanie wykryty. Poprzednio, przy guzie wielkości kilku centymetrów odczuwałem już silnie objawy ogólne takie jak zmęczenie i osłabienie. Tym razem, a jest to już w moim przypadku trzeci raz, poza pojawiającymi się problemami żołądkowymi czułem się dobrze i nie brakowało mi energii.
We wtorek, zaraz po USG pojechałem do Centrum Onkologii i dostałem tam termin wizyty na piątek. W piątek dowiedziałem się tego, czego się spodziewałem - że muszę wykonać jak najszybciej wykonać Tomografię Komputerową i czeka mnie kolejna operacja. Tomografię będę miał już we wtorek, a operację mam nadzieję, że też możliwie szybko.
A jakie wnioski na przyszłość? Absolutnie żadnych niespecyficznych objawów nie wolno ignorować. Nowotwory potrafią zaskakiwać nas naprawdę w perfidny sposób.
19:01, z.d.r.o.w.y
Link Komentarze (3) »
niedziela, 25 stycznia 2009
Monitoring więzienny
Dziś zupełnie inaczej o zdrowiu, o zdrowiu naszego więziennictwa, wymiaru sprawiedliwości i wreszcie pośrednio całego państwa. Porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika, oraz to co się działo później, pokazało w tych obszarach poważną chorobę. Nie będę tu roztrząsał tej tragicznej sprawy, o której powiedziano i napisano już bardzo dużo. Kiedy jesteśmy świadkami podobnych wydarzeń jedynym pocieszeniem jest nadzieja, że coś w ich konsekwencji się zmieni, że wyciągniemy wnioski, że coś takiego się nie powtórzy. I tu przychodzi rozczarowanie. Skupię się tylko na jednym małym, technicznym aspekcie. Trzy kolejne zabójstwa lub samobójstwa, oprawców Olewnika: czerwiec 2007 Franiewski, kwiecień 2008 Kościuk, styczeń 2009 Pazik. We wszystkich trzech przypadkach śmierć nastąpiła w celi i brak jest nagrań z monitoringu. Chociaż po śmierci Pazika znów zawrzało w mediach, to wciąż nikt głośno nie mówi, że brak zapisów z monitoringów więziennych to skandal i więcej niż zaniedbanie. Zdymisjonowane odpowiedzialne osoby nawet nie próbują się z tego tłumaczyć, jakby monitoring polegający jedynie na obserwacji w czasie rzeczywistym był czymś naturalnym. Można by to zrozumieć 20 lat temu, ale obecnie? Dziś zapis cyfrowy monitoringu jest powszechnie  dostępnym technicznie i finansowo standardem, w zakładach pracy, hipermarketach i sklepach jednoosobowych… Oczywiście idealny monitoring dla służby więziennej powinien kosztować trochę więcej choćby ze względu na zabezpieczenia przed manipulacją przez poddanych monitoringowi (to zarówno więźniowie jak i służba więzienna). Jednak cóż to za skala wydatków w stosunku do innych wydatków budżetówki, choćby akcji wymiany kaloryferów na spełniające wymogi norm europejskich (co bez szemrania musiały wykonać np. zadłużone szpitale).
Zainteresowanym sprawą polecam blog Historia Porwania Krzysztofa Olewnika.
Kwestia monitoringu była natomiast poruszona na blogu Niepoprawni.
PS.
Niestety bez szczegółów - bo nie znalazłem źródeł w sieci - ale warto przypomnieć tę historię, o której czytałem kiedyś w prasie. Przez dziesięciolecia mroczną tajemnicą było zgładzenie świadka w procesie przeciwko mafii. Działo się to USA jeszcze przed drugą wojną światową. Zabójstwa dokonano na balkonie apartamentu w którym przebywał świadek wraz z liczną ochroną. O sprawie było głośno, również dlatego, że nikt z ochraniających policjantów niczego nie zauważył. Dopiero pod koniec życia sprawę wyjaśnił mafioso, którego albo ruszyło sumienie na łożu śmierci, albo chciał się pochwalić i jeszcze raz zaimponować. Ta zawiła sprawa okazała się banalnie prosta. Mafia przekupiła całą załogę pilnującą świadka, a jeden z policjantów został jego zabójcą.
13:40, z.d.r.o.w.y
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 grudnia 2008
Niebezpieczne święta
Rozkręca się bożonarodzeniowe szaleństwo zakupowe. Ma to dobroczynny wpływ na gospodarkę, którą nakręca wzmożony popyt. Niestety przy okazji my, jako klienci nakręcamy się dosyć niezdrowo, co odbija się w niewesołych statystykach przypomnianych w ostatnim numerze Pulsu Medycyny. I nie chodzi tu o banalne zadławienie ością karpia. Wg amerykańskich badań święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok okazują się wręcz niebezpieczne dla życia. Potwierdzają to statystyki mówiące, że w ciągu roku najwyższa śmiertelność sercowa występuje kolejno: 25 grudnia, 26 grudnia, oraz 1 stycznia. Za to 27 grudnia to dzień najwyższej śmiertelności z przyczyn oddechowych. To pokazuje ciemną stronę tej z założenia radosnej części roku. Przed świętami ulegamy silnej presji przygotowań, zakupów, czasem dochodzi stres finansowy. Nie dajmy się więc zwariować i pamiętajmy, że to święta są dla nas, a nie my jesteśmy ich niewolnikami. Wszystkim czytelnikom życzę Spokojnych Świąt!
19:21, z.d.r.o.w.y
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5