Nie daj się zaskoczyć chorobie, daj sobie szansę na zdrowie. Efektem ubocznym mojej walki z rakiem są przemyślenia, którymi tu chcę się dzielić.
Najlepsze Blogi
RSS
wtorek, 17 marca 2009
Po operacji

Jutro wychodzę ze szpitala - w tydzień po operacji. Operacja przebiegła pomyślnie, bez żadnych komplikacji. A każdy dzień po operacji przynosił radość z postępującej poprawy: samodzielne podniesienie się z łóżka i pierwszy spacer nazajutrz po operacji, drugi dzień sprawniejsze poruszanie się - chociaż wciąż z podłączonymi kroplówkami, trzeci dzień po operacji: mogłem już pić i dałem radę zjeść połowę porcji kleiku, czwarty dzień: opróżniłem do końca klei na każdym posiłku, piąty dzień - dostałem już normalne posiłki. Do tego każdego dnia coraz lepsza sprawność ruchowa, mniej obolałe ciało.

Cieszyła też świadomość, że jestem pod bardzo dobrą opieką. W tym miejscu chcę bardzo podziękować tym wszystkim serdecznym ludziom, którzy zajmowali się mną na oddziale, lekarzom, zespołowi operacyjnemu, pielęgniarkom, zwłaszcza tym które zmieniały mi opatrunki - a wszystkie robiły to delikatnie i bezboleśnie, oraz pozostałemu personelowi medycznemu - za troskliwą opiekę i dobrą atmosferę na oddziale.

W poprzedniej notce pisałem o problemach organizacyjnych i podałem pozytywne wzory aż z Australii. Tymczasem doskonały przykład organizacji znalazłem już tu na samym oddziale. Muszę przyznać, nawet jako osoba bardzo krytyczna w kwestiach organizacyjnych, że Klinika Urologii funkcjonuje jak precyzyjna i dobrze naoliwiona maszyna. Więc można. I miejmy nadzieję, że to co udało się wypracować już w mniejszej skali (zapewne też i na innych oddziałach) uda się z czasem wdrożyć w skali całego Centrum Onkologii.

10:52, z.d.r.o.w.y
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 marca 2009
W kolejce po zdrowie

Właśnie zameldowałem się na oddziale szpitalnym w Centrum Onkologii w Warszawie. Po raz kolejny na tym samym oddziale. Nie było mnie tu ponad dwa lata, ale na pierwszy rzut oka niewiele się zmieniło. Rozpoznaję wszystkie twarze z personelu medycznego. To dobrze. Doświadczenie pracowników i lekarzy to siła tej jednostki. Cieszę się, że mogę leczyć się w miejscu, gdzie pracuje tylu świetnych specjalistów. Dlatego jeszcze raz ze spokojem oddaję się w ich ręce.

Niestety nie wszystko w Centrum Onkologii wygląda tak różowo. Dziś też przypomniałem sobie o ciemnej stronie tego miejsca. Mam na myśli niedowład organizacyjny skutkujący tłokiem na parkingach i kolejkami przed gabinetami. Odwiedzam Centrum Onkologii regularnie od 9 lat. Przez ten czas niewiele się poprawiło. Wprawdzie zmalały kolejki do ważnych, bo często odwiedzanych miejsc - czyli przede wszystkim do rejestracji i punktu pobrań krwi do badania, ale korytarze wciąż są zatłoczone. Pacjenci w różnym stanie fizycznym i psychicznym, często w naprawdę słabej kondycji, wyczekują w wielogodzinnych kolejkach do gabinetu. Zapisywanie pacjentów na konkretne godziny wizyt wciąż przerasta możliwości organizacyjne CO. W rezultacie pacjenci czekają od rana nie wiedząc o której godzinie zostaną przyjęci. Wielokrotnie zaliczyłem takie oczekiwanie do gabinetu 106. Czasem udało się szybciej, kiedy indziej czekałem do czternastej. Takich gabinetów jest tu dużo, a ilość oczekujących codziennie pacjentów wprost przytłaczająca. Zawsze robi to na mnie przykre wrażenie.

Zastanawiam się z czego wynika taki stan rzeczy. Pracujący tu lekarze na pewno dostrzegają ten problem, więc muszą być poważne przeszkody, by wprowadzić usprawnienia. Znając życie, chodzi oczywiście o pieniądze. Zapewne same usprawnienia organizacyjne, bez kosztów na poprawę lub zmianę systemu informatycznego, nie są w stanie usprawnić tak wielkiej machiny, jaką jest Centrum.

Jako specjalista od logistyki mogę na to dać jedną odpowiedź. Trzeba oszacować, jakie poprawa organizacji może dać oszczędności przez wzrost produktywności. Prosty przykład - chociaż już teraz informacje są zapisywane w formacie elektronicznym i dostępne w tej formie dla lekarza, to dla każdego pacjenta musi być przed każdą wizytę odszukana i dostarczona teczka z historią choroby w formie papierowej. Ile to kilometrów i roboczogodzin dziennie?

A teraz przykład mojego dzisiejszego przyjęcia na oddział. Miałem zgłosić się rano - tzn. między 8 a 9. Dotarłem na 9:00, po objechaniu przepełnionego parkingu i zaparkowaniu przy pobliskim Centrum Hematologii. Następnie 2 godziny oczekiwania przed 107, na wizytę kilkusekundową polegającą na podpisaniu zgody na operację. Następnie 2 godziny oczekiwaniu przed pokojem 'ruchu chorych' - by okazać dowód osobisty i dowód ubezpieczenia zdrowotnego (termin ubezpieczenia był już zresztą wcześniej zapisany w rejestracji). Do tego jeszcze godzinka potrzebna na przebranie się, dotarcie na oddział i wyznaczenie pokoju. Podobną drogę oczekiwania przebyło dziś wielu pacjentów.

Mam nadzieję, że problem ten zostanie w końcu rozwiązany. Nawet jeśli nie uda się udowodnić oszczędności finansowych. Można i trzeba oszczędzić tysiącom ludzi bezsensownego kolejkowania, na które nie koniecznie mają czas i zdrowie.

Jak może wyglądać organizacja leczenia można przeczytać choćby w opisie, do którego link jest w komentarzu Kangura pod moją poprzednią notką. Tak jest w Australii. U nas mamy jeszcze dużo do zrobienia.

22:47, z.d.r.o.w.y
Link Komentarze (1) »